Przeglądaj produkty -> wyniku wyszukiwania
Znaleziono 230 produktów: [7/230]   poprzednie następne


book


Imperium prawa

Żyjemy wśród prawa i dzięki niemu. Czyni ono nas tym, kim jesteśmy: obywatelami, pracownikami, lekarzami, małżonkami i właścicielami rzeczy... więcej


Autorzy: Ronald Dworkin,


Seria:  KLASYCY FILOZOFII PRAWA
Wydawnictwo:  Wolters Kluwer Polska - OFICYNA , 2006
Kod: ABC-0239:W01P01

Żyjemy wśród prawa i dzięki niemu. Czyni ono nas tym, kim jesteśmy: obywatelami, pracownikami, lekarzami, małżonkami i właścicielami rzeczy...
Więcej Więcej...


 

Opis:

Żyjemy wśród prawa i dzięki niemu. Czyni ono nas tym, kim jesteśmy: obywatelami, pracownikami, lekarzami, małżonkami i właścicielami rzeczy. Jest mieczem, tarczą i groźbą: żądamy naszej płacy, odmawiamy zapłaty czynszu, jesteśmy zmuszeni zapłacić grzywnę, czy zamykani w więzieniu w imię rozporządzeń naszego abstrakcyjnego i eterycznego suwerena, prawa. A także spieramy się o to, co on rozporządził, nawet gdy księgi, które mają protokołować jego rozkazy i polecenia milczą (...). Jesteśmy poddanymi imperium prawa, lennikami jego metod i ideałów; w debacie, co musimy robić, wiąże nas jego duch.

Czy ma to jakiś sens? Czy prawo może rządzić, gdy księgi prawne milczą, są niejasne lub wieloznaczne? Niniejsza książka przedstawia w całości odpowiedzi na te pytanie.

Autor: Ronald Dworkin



Szczegóły towaru


ISBN: 83-7526-013-4 , Oprawa: oprawa twarda , Format: B5 , s. 414
Rodzaj: monografia , Medium: książki (WKP)
Dział: PRAWO / historia i nauka prawa
Kod: ABC-0239:W01P01
Miejsce wydania: Kraków

 

Fragment publikacji: 


10. KONSTYTUCJA

CZY PRAWO KONSTYTUCYJNE OPIERA SIĘ NA BŁĘDZIE?

    Rozpoczęliśmy od przygnębiającego sprawozdania ze stanu popularnej debaty na temat tego, jak sędziowie powinni orzekać. W Stanach Zjednoczonych spór ten wtedy jest najgorętszy i najbardziej zawiły, gdy chodzi o sędziów Sądu Najwyższego, a rozważane sprawy dotyczą kwestii konstytucyjnych: tego, czy Kongres, któryś ze stanów lub prezydent są uprawnieni do działania, które próbowali podjąć. Konstytucja przyznaje tym instytucjom jedynie ograniczone kompetencje i stawia przed każdą z nich istotne bariery. Odmawia Senatowi prawa inicjatywy ustawodawczej w przypadku ustawy wymagającej zaangażowania środków finansowych, a wodzowi naczelnemu nie przyznaje prawa prowadzenia naboru poborowych do wojska w domach prywatnych w czasie pokoju. Pozostałe ograniczenia są natury wybitnie abstrakcyjnej. Piąta Poprawka wymaga, by Kongres nie odbierał nikomu "życia, wolności lub własności" bez "rzetelnego postępowania", Ósma zakazuje kar "okrutnych i niezwykłych", a Czternasta, która zdominowała naszą przykładową sprawę Brown, wymaga, by żaden stan nie odmawiał nikomu "równej ochrony prawa".
    Żelazna logika wcale nie prowadzi do wniosku, że Sądowi Najwyższemu powinno przysługiwać prawo orzekania, kiedy owe granice zostały przekroczone. Konstytucję można by interpretować tak, jakby ustanawiała wskazówki dla Kongresu, prezydenta i urzędników państwowych, zgodnie z którymi na wszystkich tych oficjelach spoczywa pewien obowiązek prawny i moralny, czyniąc z nich jednocześnie sędziów we własnej sprawie. W takiej sytuacji Konstytucja odegrałaby w polityce amerykańskiej zupełnie inną, znacznie skromniejszą rolę: posłużyłaby za tło dla sporów politycznych, prowadzonych przez rozmaite instytucje, a dotyczących granic ich konstytucyjnych kompetencji; nie stanowiłaby natomiast źródła władzy jednej z nich, sądownictwa, do określania takich granic dla wszystkich pozostałych. W 1803 roku Sąd Najwyższy skorzystał z nadarzającej się okazji, by taką słabszą rolę odrzucić. Prezes Sądu, sędzia John Marshall stwierdził, że prawo i obowiązek stosowania Konstytucji spoczywające na Sądzie i mu przysługujące wynikają ze stwierdzenia zawartego w tym właśnie dokumencie, zgodnie z którym Konstytucja stanowi najwyższe prawo.
    W długich, ciągnących się do dzisiaj, debatach często zarzucano Marshallowi ucieczkę od istotnych problemów. Łatwo podtrzymać ten zarzut w świetle czysto faktycznego obrazu prawa, odrzuconego przez nas na początku tej książki, wizji, która uparcie trzyma się ostrego, analitycznego rozróżnienia zagadnień prawnych, dotyczących treści prawa, oraz pytań politycznych, dotyczących tego, czy sądy powinny prawo stosować. Gdyby to rozróżnienie było trafne, to na podstawie twierdzenia, że prawo amerykańskie obejmuje Konstytucję, dotyczącego tylko tego, jakie jest prawo, me moglibyśmy, oczywiście, dojść do żadnych wniosków w kwestii właściwego zakresu działalności sądów.
    Tymczasem integryzm prawny wspiera argumentację Marshalla. Miał on rację, sądząc, że najbardziej przekonująca interpretacja rozwijających się praktyk prawnych młodego kraju, podobnie jak ich kolonialnych i brytyjskich korzeni, zakłada, że istotnym elementem celu prawa jest określanie standardów dla orzeczeń sądowych. Historia potwierdziła substancjalny wymiar tej interpretacji. Stany Zjednoczone są społeczeństwem bardziej sprawiedliwym, niż by były, gdyby uprawnienia konstytucyjne pozostawić sumieniom instytucji pochodzących z demokratycznego wyboru. W każdym razie Marshall orzekł, że sądy w ogóle, a Sąd Najwyższy w ostatniej instancji, mają prawo orzekać, w sposób wiążący całą władzę wykonawczą, co mówi Konstytucja, i stwierdzać nieważność aktów wydanych przez inne gałęzie władzy, jeśli akty te wykraczają poza granice przepisane im przez właściwie rozumianą Konstytucję. Jego orzeczenie zostało zaakceptowane przynajmniej w tej abstrakcyjnej postaci, a dalsza praktyka konstytucyjna okrzepła wokół niego. Żadna interpretacja nie odpowiadałaby tej praktyce, gdyby odrzucała władzę ustanowioną przez Marshalla. Nawet ci, którzy sądzą, że popełnił on błąd, przyznają, że niemal dwa wieki praktyki nadały jego stanowisku rangę niepodważalnego twierdzenia prawnego, i że wojny konstytucyjne toczy się obecnie na wyznaczanym przez nie obszarze.
    Główne pytanie brzmi teraz nie, jaką władzą dysponuje Sąd Najwyższy, ale jak dalece ta władza może być stosowana. Czy Sąd powinien podejmować próby stosowania całej Konstytucji, włączając w to te przepisy, których interpretacja wymaga dokonania niemal czystych osądów politycznych? Czy powinien, na przykład, orzekać, czy szczegóły ustroju konstytucyjnego konkretnego stanu stanowią "republikańską formę rządów", wymaganą przez Konstytucję federalną, czy raczej powinien pozostawić tę sprawę do decyzji Kongresu lub stanu, o który chodzi? Jaką strategię Sąd Najwyższy powinien zastosować, interpretując i stosując przepisy konstytucyjne, które jest władny zastosować? Czy powinien do pewnego stopnia przychylić się do osądu Kongresu albo stanowego organu ustawodawczego, że jakaś postać kary, jak kara śmierci, jest "okrutna i niezwykła", zgodnie z Ósmą Poprawką, albo że jakaś forma podziałów rasowych w szkolnictwie nie zapewnia dzieciom "równej ochrony" zagwarantowanej im w Czternastej Poprawce? Czy powinien zaakceptować osądy tych instytucji, jeśli nie uważa ich za z gruntu złe, czy może powinien je zastępować własnymi zawsze, gdy wolałby wydać orzeczenie odmienne? W każdym przypadku, jakim testem powinien się posłużyć, by orzec, które z decyzji są z gruntu złe albo gorsze od innych?

Ukryj




Opinie klientów

 
Brak opinii - Twoja może być pierwsza!
 

Klienci, którzy kupili tę publikację kupili również:

72.00

Autorzy: Andrzej Gaberle,
71.10

45.00

99.00

63.00

58.65

Autorzy: Ewa Galewska,
44.10

Autorzy: Wiesław Skrzydło,
44.10

23.40

44.10